w przyszlym miesiacu minie 10 lat jak wypowiadalam słowa: "...i nie opuszcze cie az do smierci...". W zwiazku z tym, jak i rowniez ze moja mamusia wciaz u nas jest, moglismy zostawic dzieciaczki z babcia i wyrwac sie na romantyczny wypad do Brugii w Belgii. Ta Flamandzka Wenecja zebrała mnostwo pozytywnych opinii w internecie i co dla mnie było najwazniejsze - lezy tylko 40 minut jazdy od portu w Dunkierce (gdybym zbyt bardzo tesknila za dziecmi zawsze moglismy wrocic szybko do domu ;), tak wiem jestem nadgorliwą mamusia ;)) Brugia zrobiła na nas olbrzymie wrazenie i pewnie nie tylko na nas sądząc po ilości turystów. Bardzo zabytkowe miasto, przepiękne renesansowe zabytki i oczywiście siec kanałow, od których właśnie Brugia wzięła przydomek "wenecja".

No i te belgijskie czekoladki :)))))) jak widac po zadumie na mojej twarzy trudno było dokonac wyboru :))))) (jeszcze sie nie wazyłam po powrocie ;))

Najpiękniejszą i najważniejszą częścią Brugii jest jej starówka, czyli Grote Markt oraz przylegające do niego skwery i ulice.

Brugia to równiez najwieksze zgrupowanie restauracji jakie kiedykolwiek widzialam. Doslownie jedna na drugiej i wszystkie oblezane przez turystow. A najczesciej spozywanym daniem sa malze podawane ze slynnymi belgijskimi frytkami.

a w tym sklepie ugrzezlismy na dobre smakujac wszystkich rodzajów oliw, wloskich krakersow z roznorodnymi pastami i rozkoszujac sie cudownym wystrojem sklepu oil&vinegard.

nie odpuscilam tez zadnemu sklepowi z czekoladkami i ciasteczkami :)

a tu, prosze państwa, niesamowite arcydzielo belgijskich koronczarek - mapa Brugii zrobiona własnie z koronki. cudo!!!

Drugi dzien naszej "wycieczki" spedzilismy w Gencie oddalonym od Brugii około 30 minut. Miasto wygladalo lekko na opuszczone ale to dlatego ze byla niedziela a w ten dzien wszystkie sklepy sa pozamykane.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz