wyjatkowo mile spędziliśmy tegoroczne święta choć byłam przekonana że będą smutne i tęskne. pogoda nam dopisała, więc w poniedziałek, zaraz po spryskaniu się wodą (co by tradycja nie upadła) wybraliśmy się do zoo. wstyd mówić ale do zoo mamy jakieś 15 minut jazdy a jeszcze do tej pory tam nie byliśmy. Zoo jest ogromne a główną atrakcją jest objazdowe safari. Dawiś był strasznie podekscytowany, kocha wielkie wojskowe samochody, a z takiego właśnie obserwowaliśmy luzem chodzące zwierzęta. Monia też była zaciekawiona i wyjątkowo grzecznie siedziała na moich kolanach.

Dawisiowi najbardziej podobała się małpka o bardzo smutnym spojrzeniu:

a tu posiedzenie starszyzny ;):

Monia miała bliskie spotkanie z surikatką. Obie zreszta były sobą zafascynowane:

Melman we własnej osobie :)

w kolejce na safari:

i Dawiś przed głównym wejściem:
***
Oprócz tego ze starałam się abyśmy w święta (a przede wszystkim w tak sloneczne dni) nie siedzieli w domu, znalazłam czas na dokończenie kilku moich projektów. Ukończyłam w końcu konika morskiego i girlandę sowią. Do kompletu konika dojdzie jeszcze rozgwiazda, narazie jeszcze nie ukończona :)

i sówki :

sówki są cztery ale nie zmieściły się wszystkie na zdjęciu :)
Sówki nadal piękne, a te różowości... skarpety piękne pocięłaś :) A wyjazdu do ZOO to bym pozazdrościła, gdybym miała czas oddać się temu uczuciu... :)
OdpowiedzUsuńCudne słodziaste te sóweczki :)
OdpowiedzUsuń