sobota, 4 września 2010

anielica Nikolki :)

teraz skoro blond anielica dotarla do rąk Nikolki (mojej ukochanej bratanicy) , mogę ją przedstawic na blogu. Skoro jesien przed nami trzeba było jakoś wnieśc jeszcze troche słońca do coraz pochmurniejszych dni, stąd tez wybór moich tkanin. wiem juz ze Nikolce bardzo sie podoba anioł, więc cała jestem happy :)))))







niedziela, 29 sierpnia 2010

rozwoj mowy Monisi :)))

Monia kończy dzis 1 rok i 18 miesiecy. jest to bardzo samodzielna, aczkolwiek rozkapryszona, mloda panna. zaczyna tez przetwarzac swoj dziecięcy (brzmiacy czesto jak chiński) jezyk na polski. zanim jednak do tego dojdzie slowo przechodzi przez rozne etapy. i tak np. małpka byla z poczatku: mamą (?), nastepnie: mamaka a teraz jest to maka. juz niedaleko w sumie do wlasciwie brzmiącego wyrazu ;)



sobota, 28 sierpnia 2010

to juz 10 lat :))))

w przyszlym miesiacu minie 10 lat jak wypowiadalam słowa: "...i nie opuszcze cie az do smierci...". W zwiazku z tym, jak i rowniez ze moja mamusia wciaz u nas jest, moglismy zostawic dzieciaczki z babcia i wyrwac sie na romantyczny wypad do Brugii w Belgii. Ta Flamandzka Wenecja zebrała mnostwo pozytywnych opinii w internecie i co dla mnie było najwazniejsze - lezy tylko 40 minut jazdy od portu w Dunkierce (gdybym zbyt bardzo tesknila za dziecmi zawsze moglismy wrocic szybko do domu ;), tak wiem jestem nadgorliwą mamusia ;)) Brugia zrobiła na nas olbrzymie wrazenie i pewnie nie tylko na nas sądząc po ilości turystów. Bardzo zabytkowe miasto, przepiękne renesansowe zabytki i oczywiście siec kanałow, od których właśnie Brugia wzięła przydomek "wenecja". No i te belgijskie czekoladki :)))))) jak widac po zadumie na mojej twarzy trudno było dokonac wyboru :))))) (jeszcze sie nie wazyłam po powrocie ;))



Najpiękniejszą i najważniejszą częścią Brugii jest jej starówka, czyli Grote Markt oraz przylegające do niego skwery i ulice.


Brugia to równiez najwieksze zgrupowanie restauracji jakie kiedykolwiek widzialam. Doslownie jedna na drugiej i wszystkie oblezane przez turystow. A najczesciej spozywanym daniem sa malze podawane ze slynnymi belgijskimi frytkami.





a w tym sklepie ugrzezlismy na dobre smakujac wszystkich rodzajów oliw, wloskich krakersow z roznorodnymi pastami i rozkoszujac sie cudownym wystrojem sklepu oil&vinegard.







nie odpuscilam tez zadnemu sklepowi z czekoladkami i ciasteczkami :)



a tu, prosze państwa, niesamowite arcydzielo belgijskich koronczarek - mapa Brugii zrobiona własnie z koronki. cudo!!!



Drugi dzien naszej "wycieczki" spedzilismy w Gencie oddalonym od Brugii około 30 minut. Miasto wygladalo lekko na opuszczone ale to dlatego ze byla niedziela a w ten dzien wszystkie sklepy sa pozamykane.










zapomniałam wspomniec o nastepnym smakolyku dla ktorego chetnie zamieszkalabym w Belgii ;) - GOFRACH. Zastanawialam ssie wlasnie jak opisac ich smak ale jedyne co mi przychodzi do glowy to mmmmmmmmmm.......:)))) i wzmozony slinotok ;)

pozdrawiam



czwartek, 19 sierpnia 2010

wciaz pod gorke :/......

uff, nareszcie je ukonczylam. jakos ostatnio wciaz "mam pod gorke" jesli chodzi o szycie. ale dzis moje stwory widzą i nawet mogą ukąsić ;) i "wskoczyly" od razu na aukcję. mam nadzieje ze komus sie spodobaja. wszystkie monsterki mają dodatkowo na zadkach pasujące kolorystycznie do guzikowych "pępków" - łatki.





i na koniec zdjecie "rodzinne" ;)



środa, 4 sierpnia 2010

wyczekana mamcia ....:)

nie mogłam sie tego dnia doczekac. odliczalismy z Dawisiem dni, az w końcu....... moja mamusia przyjechała!!! prosze sie nie dziwic mojej ogromnej radosci, bo ostatni raz widziałyśmy sie rok temu :( wiec mamusie teraz mam w domu przez calutki miesiac :)
w zwiazku z tym malo przez ostatni tydzien uszylam. tylko to co naprawde musze i jedna nadprogramowa podusie ozdobna. uzyłam do niej materiału z ktorego wczesniej uszyłam bieznik. dodatkowo ozdobiłam ją trzema rzędami guzików z masy perłowej. miało być wiecej rzędów ale guziczkow zabrakło.




teraz siedze nad skarpeciakami, narazie bezzębnymi i bezocznymi ;) pstryknę potem zbiorową fotke :) pozdrawiam


wtorek, 13 lipca 2010

anioł dla Zosi i ....znowu zaległosci :)

zaczne od strony artystycznej. stworzyłam anioła stróza - dla Zosi, córeczki mojej bardzo dobrej znajomej. Zosieńka miała niedawno komunię, więc chciałam zeby miała swojego aniołka, który bedzie odganiał złe sny :) bałam się bardzo czy sie spodoba bo ta mała dama ma gust bardzo wybredny ale ...ufff....zawisł w pokoju Zosii. a ze Zosia ma piękne czarne włosy, anielica nie mogła mieć innych :) może nie tak piękne ale czarne ;)


nadal tez powstają skarpeciaki ale bardziej na zamówienia. są w tym samym stylu tylko wzór skarpet się zmienia. i ciągle zapominam je sfotografowac przed zapakowaniem do wysyłki.
****
i kilka najnowszych zdjęć moich dzieciaczków. Monia uhodowała juz na tyle długie włoski ze mogłam zapleść kucyczki :) ile ja na ten moment czekałam :)





a w ubiegły czwartek Dawis miał urodziny - 9-te! matko, jak ten czas leci! a ze mój synek stwierdził ze nawet w wieku 30 lat bedzie bawil sie lego (?) zabralismy go i jego najlepszego przyjaciel -Sama - do Legolandu. nie musze chyba wspominac ze ubawili sie na maxa :)





poniedziałek, 5 lipca 2010

kolejka po paszport i londynskie zoo...

w ubiegły poniedziałek "przymusowo" pojechaliśmy do Londynu. po to aby stanąć w olbrzymiej kolejce ludzi oczekujących na złozenie wnioskow o paszport. kolejka była tak duza ze obstawiłam 4 godziny stania w niej w dodatku w palącym słoncu. a poniewaz paszport miał byc dla Monii, ona i Dawis byli z nami. dobrze ze obok konsulatu jest ogromny park gdzie moje dzieciaki razem z tatą mogły pobiegac w czasie gdy ja musiałam odstać swoje. o dziwo poszło całkiem sprawnie i juz po godzinie (?!) byłam w środku. panie w okienku całkiem miłe, ludzie z kolejki tez, wiec nie tak źle :) a skoro mielismy sporo czasu po załatwieniu wszystkiego, poszlismy do ...zoo. tak sie własnie zastanawiam ze chyba mamy małą obsesję jeśli chodzi o zoo. zadne zoo nam nie umknie, gdzie tylko pojedziemy , zaliczamy zoo :) ale moje dzieciaki uwielbiają zwierzatka i zawsze świetnie się tam bawimy.
a teraz kilka fotek, bo mój mąz nie rusza się bez aparatu ;)

tu w drodze do zoo - Regent's Park
w zoo - cudny był ten pingwin i taki zadumany ;)







Dawiś obserwuje surykatki :



te zwierzęta są najcudowniejsze na świecie:


a to najbrzydsza lama jaką w zyciu widziałam:


a tu moje "małpiszonki" ;)


Queen Mary's Garden - najsłynniejszy na świecie ogród rózany:


***
a jeśli chodzi o szycie to tamten tydzien obitował bardziej w przerobki ale udało mi się uszyc jednego królika z ręcznika. bardzo mi sie podobają takie króliki ręcznikowe tak ze pewnie powstanie ich wkrótce więcej.